Grupa ważniejsza niż dziecko – nurty kolektywistyczne w wychowaniu

Na jednym krańcu osi znajdujemy nurty indywidualistyczne w wychowaniu, na drugim krańcu – teorie z nurtów kolektywistycznych. Opierają się one na odwrotnych założeniach. Kolektywizm głosi przede wszystkim, że grupa będzie zawsze ważniejsza niż jedno dziecko. Na tym fundamencie wznosi się gmach wychowania czysto behawioralnego, czyli w sumie… tresury dzieci.

Grupa ważniejsza niż dziecko kolektywizm
  • Co to jest behawioryzm i jak go rozpoznać?
  • Jakie metody wychowawcze proponuje nurt kolektywistyczny?
  • Po co w ogóle mamy się nim zajmować?

Jak wygląda behawioryzm?

Cele wychowania w całości zależą od potrzeb społeczeństwa lub grupy, do której przynależy jednostka (rodzina, klasa, lokalna społeczność, itp.). W praktyce często jednak nie chodzi o potrzeby grupy, ale o to, co na ten temat mówi jej lider. Trudno wszak ustalić rzetelnie, jakie potrzeby ma cała społeczność. Jest to zatem sposób wychowania typowy dla państw autorytarnych, niewielkich społeczności przypominających sekty, oraz rodzin z silnym patriarchatem / matriarchatem. Może się pojawić też tam, gdzie rodzice nie umieją inaczej lub boją się spróbować inaczej.

Z animacji dowiesz się, jak wygląda behawioryzm w wychowaniu.

Nie każdy wymagający rodzic lub wymagający nauczyciel jest przedstawicielem nurtu kolektywistycznego, choć często się ich o to podejrzewa. Sama usłyszałam kiedyś pełen pogardy zarzut: „Och, to takie behawioralne!” oraz oburzone: “Proszę Pani, ja się obawiam, że w klasie pani X panuje taki paradygmat, że to nauczyciel wyznacza zasady!”.

Kłopot z identyfikacją wiąże się z zamieszaniem pojęciowym: behavior [ang.] znaczy zachowanie. To słówko jest członem wielu pojęć, np. terapii poznawczo-behawioralnej (pożytecznej i skutecznej w wielu sytuacjach). Spróbujmy zatem za wcześnie nie nabawić się uczulenia na behavior, ale pogłębić rozumienie nurtów kolektywistycznych w wychowaniu.

Charakterystyczne wskaźniki:

Wychowawca nie ma relacji z dzieckiem i nie zależy mu, by ją zbudować. Uważa nawet, że lepiej NIE mieć więzi z wychowankami, bo to “buduje autorytet” lub jakoś inaczej służy wychowaniu.

Wychowawca wszystko wie lepiej i jako “przedstawiciel społeczeństwa” ma wielki autorytet władzy (albo przynajmniej takiego oczekuje).

Nie stosuje się profilaktyki, a tylko biernie czeka, na zachowania dziecka. Dobre się nagradza. Złe się karze. Kary są zazwyczaj częstsze.

Za dobre (czyli warte nagrody lub wycofania kary) uważa się tylko to, co jest dobre dla grupy. Za złe uważa się to, co jest złe dla grupy. Bywa, że to “dobro grupy” to mit, który jest przykrywką dla autorytatrnych rządów głowy rodziny, nauczyciela lub innego lidera.

Co do zasady pomija się przeżycia wewnętrzne jednostki, jej predyspozycje i pragnienia. Wolne decyzje są zagrożeniem i na różne sposoby zniechęca się wychowanka do ich podejmowania.

Okruchy tego nurtu możemy odnaleźć w:

  • przekonaniu, że rodzic nigdy nie może przegrać z dzieckiem w grę planszową, bo to rujnuje jego autorytet (autentyczna porada jakiegoś psychologa z Internetu),
  • histerycznym domaganiu się przez niektórych nauczycieli szacunku ze strony uczniów,
  • poradach, by nie “spoufalać się” z dzieckiem, czyli żeby go nie polubić.

Obecnie w naszej szerokości i długości geograficznej nurt kolektywistyczny nie ma zbyt wielu zwolenników. Myślę, że ostatecznie obrzydziły go nam wrogie systemy totalitarne, które przecież tego typu nauczanie i wychowanie narzucały. Pod koniec XIX wieku i na początku XX wieku do głosu dochodziły już teorie akcentujące swobodny rozwój dziecka, np. pedagogika Marii Montessori. Rodzice XXI wieku, którzy przynajmniej w minimalnym stopniu przejmują się sprawą wychowania, raczej nie dochodzą do wniosku, że warto w rodzinie wprowadzić wychowanie czysto behawioralne. Trudno też znaleźć promocję tego nurtu w Internecie i w telewizji śniadaniowej.

Czy zatem można już zapomnieć o tym pomyśle i nie warto go wspominać?

Myślę, że nie.

Dlaczego warto znać założenia i metody nurtów kolektywistycznych?

Po pierwsze, dla wzmocnienia swojej samoświadomości i poczucia kompetencji. Jeśli wyznaczam sobie pewną drogę, to dobrze wiedzieć, co jest po prawo i po lewo. Wówczas w każdym momencie można mieć pewność, że nadal trzymam się trasy, albo szybko zorientować się, że coś jest nie tak, bo zareagowałam automatycznie, nerwy mnie poniosły, itp. Jeśli wiem, co nie jest OK, to łatwiej mi będzie to rozpoznawać u siebie i wycofywać się ze szkodliwych zachowań.

Po drugie, tzw. “wychowanie bezstresowe” i skrajne formy pedagogiki psychologizującej nie zdają egzaminu na dłuższą metę. Dzieci często stają niesamodzielne, nerwowe i nie umieją nawiązywać relacji w świecie realnym. Rodzice nie mają kontroli nad domem i często wpadają w totalną nadopiekuńczość. Moim zdaniem istnieje zagrożenie, że rozczarowani tym stylem dorośli, w ataku furii popadną w drugą skrajność – tę socjologiczną. Może się tak stać w konkretnych rodzinach i może się tak stać w skali makro – w formie trendu społecznego. Dlatego warto poznać i dookreślić zawczasu, czego nie chce się przyjąć jako alternatywy.

Mam bowiem nadzieję, że już niedługo okaże się, że nie chcesz wejść ani w nurt socjologiczny, ani w nurt psychologizujący.

Co zatem wybrać?

Personalizm, oczywiście! 🙂